Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trening. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trening. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 lutego 2015

Wrażenia z warsztatów Ewa & #mygirls

Post pierwotnie w planach miał pojawić się już wczoraj, jednak kiedy wróciłam do domu padłam bez sił! Okropnie głodna, pierwsze co to wkroczyłam do kuchni, żeby coś dobrego przekąsić :) Później nalałam sobie gorącej wody i wzięłam upragnioną długą kąpiel, tak bardzo relaksującą. Nie było już kompletnie sił, żeby napisać cokolwiek sensownego.

Ale może zacznę od początku, bo zabrałam się od niewłaściwej strony.

Warsztaty odbyły się na hali sportowej Com-com zone, w Nowej Hucie, czyli moje rejony. Rejestracja uczestniczek rozpoczęła się już o godzinie 11 30, ja jednak stwierdziłam, że nie ma sensu być tak wcześnie i dotarłam na miejsce na godzinę 12. To była odpowiednia pora, bo udało mi się jeszcze dorwać wolną szafkę na rzeczy i zajęć miejsce mniej więcej w połowie sali. Trzeba przyznać, że było na prawdę sporo osób! Znalazło się też trzech panów, co wzbudziło spory entuzjazm u Ewy.
 Kiedy czekaliśmy na rozpoczęcie pierwszego treningu, na sali pojawił się Tomek Choiński i mąż Ewy, Lefteris Kavoukis. Można było zrobić sobie z nimi zdjęcie i dostać autograf. I tak szybko minął czas oczekiwania. Nie obyło się oczywiście bez opóźnienia, ale na szczęście tylko 15 minut.


Kiedy na scenę weszła Ewa, wszyscy ją gorąco przywitali i bez ociągania przeszliśmy do pierwszego treningu. Ewa prezentowała dwie opcje, dla tych początkujących jak i tych zaawansowanych. Nie było tak źle! Haha większość ćwiczeń zdołałam wykonać, ale mocno się zmachałam, tak jak powinno być. Częścią treningu Ewy były ćwiczenia w parach, dzięki czemu, każdy kto przyszedł na warsztaty sam mógł poznać kogoś i poczuć się bardziej swobodnie. Można było dodać sobie nawzajem siły i motywacji, co było bardzo fajnym pomysłem.

Później przyszedł czas na chwilę przerwy i wykład z dietetyki. I tutaj niestety trochę się zawiodłam. Spotkanie poprowadził Tomek i niestety trwało tylko 25 minut.. Organizatorzy postanowili sobie odbić opóźnienie właśnie kosztem wykładu co mi się bardzo nie spodobało. Zwłaszcza, że każdy z nas wyszedł z założenia, że będzie to dłuższa przerwa i każdy zabrał się za zjedzenie czegoś porządniejszego, nie martwiąc się o późniejsze kolki, mdłości i bóle brzucha.. No a tu takie zaskoczenie. Po drugie, owszem Pan Tomek jest trenerem personalnym i zapewne ma sporą wiedzę na temat odżywiania, ale sądziłam, że to spotkanie będzie poprowadzone przez konkretnie dietetyka.

Zaraz po wykładzie ruszyliśmy dalej z ćwiczeniami. Tym razem zajęcia poprowadził bardzo sympatyczny mąż Ewy. Te zajęcia były bardziej zabawą i szczególnie spodobała mi się fitnessowa rozgrzewka, super poprowadzona przez Lefterisa. Minus był taki, że na tej hali zawsze jest problem z nagłośnieniem i głośna muzyka, angielski i niosący się głos był nie do rozszyfrowania, dlatego trzeba było się na prawdę skupić, żeby wiedzieć co robić.

Kolejny trening to zumba i tutaj następne rozczarowanie. Być może ja już po prostu poczułam zmęczenie, ale dla mnie te zajęcia nie wywoływały aż tak pozytywnej energii jak to przy zumbie bywa.. Trening taneczny prowadziło dwóch panów, przy czym jednego dało się na śladować, a za drugim trudno było cokolwiek powtórzyć. Z tego co słyszałam, zazwyczaj te zajęcia były prowadzone przez kogoś innego i wtedy były dużo lepsze. Ale podejrzewam, że były osoby, którym to nie przeszkadzało i bawiły się na całego. Ja korzystając z okazji, załapałam się na autograf od Ewy :) Także coś za coś.

I na sam koniec, Wisienka na torcie - Tomek Choiński!! Po tych warsztatach stwierdzam, że jest on osobą, która nie czuje się za dobrze przed kamerą. Zawsze miałam wrażenie, że jest jakiś sztywny, sztuczny. Natomiast po wczorajszym dniu zmieniłam kompletnie zdanie! Super facet, z poczuciem humoru, ciepły, bardzo sympatyczny no i te mięśnie.. Nie trzeba chyba nic więcej mówić!
Muszę przyznać, że to właśnie jego trening podobał mi się najbardziej. Od początku taka ogromna moc i motywacja. Na prawdę chciało się dać z siebie więcej i więcej! Odpowiednia muzyka, no i w końcu jakieś ćwiczenia na macie.. Bo do tej pory targałam ją tylko po to żeby na niej posiedzieć czekając na Ewę. Po prostu Pan Tomasz i to co zrobił to mistrzostwo! Nie pogardziła bym takim trenerem :)

Na koniec przyszedł czas na zdjęcie z Ewą, do czego mam trochę mieszane uczucia. Na szczęście udało mi się dopchać na samym początku, zanim jeszcze padła mi bateria.



Każdy z uczestników dostał drobny upominek: dezodorant, opaski z adidasa, archiwalny numer SHAPE z płytą, którą już z resztą posiadam. Zastanawiam się tylko czy panowie, którzy pojawili się na zajęciach dostali takie same prezenty. No nie da się ukryć, że były one typowo nastawione na żeńską część uczestników.

Dziś tak jak się spodziewałam, czuję wczorajszy wycisk. Pośladki, plecy i ręce najbardziej dają się we znaki. Co więcej wydaje mi się, że jutro nie będę mogła się ruszyć. Ale uwielbiam ten ból!


Całe warsztaty na pewno będę miło wspominać i kto wie, może za rok wybiorę się po raz kolejny! :)

A może ktoś z was był też na takich warsztatach?
Jak wrażenia?

Trzymajcie się ciepło!

piątek, 6 lutego 2015

Co u mnie słychać?


Witajcie po długiej przerwie!
No niestety tak jak się spodziewałam, blog został zaniedbany.
 Matura maturą, może faktycznie nie mam za wiele czasu i nauka przede wszystkim, ale moje lenistwo, brak wiary w swoje możliwości i skłonności to poddawania się również dały o sobie znać. Nie ma sensu obiecywać zmian i prób.. Tak mi się przynajmniej wydaje.
Jestem jednak pewna, że odkąd przestałam prowadzić bloga, moja silna wola znacznie się pogorszyła. Co za tym idzie- sporo słodkiego. Planuje i powoli staram się wrócić do formy, a kiedy mi się już to uda wprowadzić w życie jedno ze swoich noworocznych postanowień o którym sobie dzisiaj przypomniałam.. Chciała bym i będę próbować pisać co jakiś czas. To na prawdę wiele daje i nie widzę powodów, żeby nie spróbować jeszcze raz!

Dochodzę do wniosku, że to jednak prawda, że im się jest starszym tym czas szybciej mija.. Już miesiąc nowego roku za nami, a ja niestety nie czuję żeby coś zmienił w moim życiu. Jeden miesiąc już za nami, a gdybym miała powiedzieć, co się w nim wydarzyło, to musiała bym się mocno zastanowić. A tak przecież nie powinno być. Trochę szkoda czasu :(



Jedynym dosyć ważnym dla mnie wydarzeniem była studniówka. Równo 100 dni przed maturą! Rozpoczęło się wielkie odliczanie! To była długa noc, cała przetańczona :) Za co dziękuję bardzo mojemu cudownemu partnerowi ;) Wiele przygotowań, wiele nerwów, sama nie wiem po co. Ale ja już tak mam, ze zamartwiam się na zapas i to czasami tymi najmniej istotnymi rzeczami. Wyszło dobrze, i teraz pozostaje wspominać!

Podsumowując styczeń, mogę również stwierdzić, że był on pełen nerwów i emocji, a luty niestety zaczyna się tak samo. Mam nadzieję, że szybko się to zmieni, bo czuję się już wykończona.


Przechodząc do pozytywniejszych rzeczy...
Jutro czeka mnie coś wspaniałego! Jedno z moich niewielkich marzeń, czyli trening pod okiem Ewy Chodakowskiej. Wiem, wiem, że nie każdy za nią przepada, nie każdy uważa ją za kogoś wyjątkowego, ale dla mnie owszem jest ona kimś ważnym. Wiele jej zawdzięczam i zawsze będę ją podziwiać. Dlatego też nie mogłam przepuścić okazji i jutro jadę na warsztaty Ewa & #mygirls tour. Daje mi to ogromnie dużo radości! Nie dość, że spotkanie z taką cudowną trenerką, to jeszcze 4 godziny treningu w ciągu jednego dnia. Jak dla mnie to spore wyzwanie! Ale to tylko sprawia, że bardziej się cieszę :) A jakby jeszcze było tego mało, to w planie warsztatów jest spotkanie z dietetykiem! Czyż nie cudownie? :)
Postaram się to jutro jakoś zebrać i opisać:) Na pewno podzielę się z wami jak było!

Coś czuję, że na poprawę humoru przyda mi się porządny trening! I chyba za chwilkę się za niego zabiorę!

A jak wasze postanowienia noworoczne? Lepiej niż moje? Działacie?

I jeszcze troszkę jedzeniowo na sam koniec :)
Trzymajcie się ciepło! :)

niedziela, 14 grudnia 2014

W czym ćwiczę.

Parę dni temu zostałam poproszona o przygotowanie posta z moim strojem sportowym.
Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy to "Ojej, przecież ja nie ćwiczę w niczym specjalnym!".
Ale już za chwilę stwierdziłam, że w sumie to co z tego?! Przecież nie jest najważniejsze jakiej firmy mamy ubrania, ile tych ubrań mamy, ale to, że ćwiczymy! Pomyślałam, ze może właśnie w ten sposób pokażę wam, że brak super ubrań nie jest wymówką i że nie potrzebujemy nic nad zwyczajnego, żeby zacząć coś zmieniać.

Poszczególne części garderoby ułożę w kolejności o tych najistotniejszych, do tych które nie mają kompletnie znaczenia.

 1. Pierwszą najważniejszą rzeczą, w którą koniecznie musimy się zaopatrzyć są buty sportowe. Sądzę, że bez obuwia byli byśmy wstanie wykonać jedynie ćwiczenia na brzuch, wykonywane w pozycji leżącej. Robienie innych ćwiczeń, a co dopiero całościowych treningów bez odpowiednich butów było by po prostu nie zdrowe. Wydaje mi się to być oczywiste, że w ten sposób narażamy się na liczne kontuzje, których byśmy raczej nie chcieli.
Ja kupiłam moje buty kilka lat temu, i nie są może najcudowniejsze, zwłaszcza jeśli chodzi o ich wygląd, natomiast do treningów w domu są wystarczające.





 2. Jeśli chodzi o kobiety, to kolejną istotną i bardzo ułatwiającą pracę rzeczą są biustonosze sportowe. Nie muszę chyba mówić jak wielki komfort ćwiczeń zapewniają. Tutaj już trochę bardziej marka ma znaczenie. Niestety te najtańsze nie do końca spełniają swoje zadanie. Taki lepszy biustonosz sportowy jest moim celem na najbliższy czas, ponieważ nie dysponuję jak na razie żadnym szczególnym.
W swojej kolekcji mam biustonosz kupiony w lidlu (na wiosnę, wraz z "sezonowym ruszeniem sportowym" pojawia się odzież treningowa). Niestety nie przepadam za nim i nie ćwiczę w nim zbyt często. Drugi kupiłam w pepco za kilkanaście złoty i jest już lepszy, jednak trochę za duży.
Marzy mi się jakiś z kolekcji nike lub adidas! Kto wie, może już nie długo:)




 3. Kolejną częścią garderoby, którą z pewnością każdy ma w swojej szafie, są wygodne spodnie do ćwiczeń. Tutaj również nie ma nic specjalnego. Zwykłe legginsy i krótkie spodenki w zupełności wystarczą. Nie przepadam za ćwiczeniem w dresach, być może dlatego, ze u mnie w domu jest zawsze gorąco, a także są one zazwyczaj bardzo szerokie i podczas podskoków lubią się przesuwać.




 4. Ostatnia rzecz to koszulki. Tutaj już moim zdaniem całkowita dowolność, Oczywiste, że muszą być wygodne, ale jaka to będzie koszulka to już dobrze wiecie, że nie ma znaczenia.
Zazwyczaj ćwiczę w zwykłych topach czy podkoszulkach z krótkim rękawkiem. Mam jeszcze kupioną kilka lat temu koszulką z wbudowanym  biustonoszem, co oczywiście ułatwia sprawę. Jakiś czas temu dostałam typowo treningową koszulkę, którą bardzo lubię.




  Jak widzicie, żeby zacząć ćwiczyć nie potrzeba zbyt wiele. Myślę, że trudniejsze jest znalezienie silnej woli niż odpowiednich ubrań. Oczywiście bardzo bym chciała kupić sobie kilka nowych rzeczy, jednak nie jest to mój priorytet i myślę, że z czasem mi się uda,

Strój jest. Teraz czas na trening!

Trzymajcie się ciepło!

środa, 10 grudnia 2014

Rób zdjęcia!

Chyba każdy przegląda zdjęcia metamorfoz z podziwem i zachwytem, zastanawiając się jak to możliwe. Zdjęcia przed i po to jedne z lepszych źródeł motywacji, jaką możemy znaleźć w internecie. Ale gdyby tak się zastanowić to przecież my sami możemy być motywacją zarówno dla siebie jak i dla innych. Prawda?

Być może nie zdajecie sobie sprawy, jak uwiecznienie efektów na zdjęciu może dodać motywacji.
Po pierwsze, kiedy porównujemy zdjęcia z jakiegoś okresu czasu, jesteśmy bardziej w stanie dostrzec zmiany jakie zaszły w naszym ciele. To, że coś się dzieje, są efekty naszej ciężkiej pracy dodaje nam sił do dalszej walki, no bo przecież nie robimy tego na marne. Takie zdjęcia upewniają nas w tym do czego dążymy, że jest warto i że możemy zajść wysoko.
 Po drugie kiedy już osiągniemy swój cel, takie porównawczo zestawione zdjęcia będą nam przypominać jak ciężką drogę przeszliśmy, ile czasu na to poświęciliśmy i że może nie warto teraz wracać na starą drogę życia, i znowu wyglądać jak przed metamorfozą...

Będę gorąco zachęcać Cię, żebyś robił zdjęcia co najmniej co miesiąc, tydzień, a nawet i codziennie!
Zacznij a poczujesz siłę tej motywacji:)






Na koniec chciała bym dodać również swoje zdjęcia. Oba znalazły się już na blogu, jednak dopiero zestawione razem, pokazują ich cel.
Jak dla mnie różnica jest ogromna. To właśnie motywuje mnie do dalszej pracy:)
A ty masz już zdjęcie przed? 
Wiesz co robić ;)

Trzymajcie się ciepło!


poniedziałek, 8 grudnia 2014

Total fitness - recenzja.

Dzisiaj dosyć krótki post, w którym chciała bym napisać parę zdań na temat mojego ulubionego treningu, przynajmniej na ten moment.

Większość z was, jak sądzę, dobrze zna serię Total Fitness, Ewa Chodakowska & SHAPE. Już od dosyć dawana, do tej właśnie gazety przyłączana jest płytka z treningiem właśnie autorstwa tej bardzo popularnej trenerki. Moja kolekcja jest już dosyć spora, ale jak na razie płytka zatytułowana "Perfect body" jest moją ulubioną.

Chodakowska ma swoich zwolenników jak i przeciwników, ja sama mogę stanąć po stronie wielbicieli:) Nie chodzi tu już o te wszystkie akcje na Facebooku, tylko o same treningi, ich skuteczność, motywację i siłę jaką mi dają.

Jeśli chodzi o konkretnie tą płytkę, to ma on nam zagwarantować super formę i metamorfozę już po 2 tygodniach ćwiczeń. I szczerzę przyznaję, że jest to możliwe! Oczywiście wiąże się to z treningami minimum 3-4 razy w tygodniu i zdrową, zbilansowaną dietą, ale na pewno warto.
Program jest dosyć intensywny, ale możemy dopasować go do swoich możliwości. Brak przerw między każdymi zestawami, a także między ćwiczeniami w poszczególnych zestawach, różni go od pozostałych treningów z serii Total Fitness. Do wykonania niektórych ćwiczeń potrzebujemy ciężarków( ciężar dopasowujemy do swoich możliwości), które z powodzeniem możemy zastąpić butelkami wody.

Jedynym ćwiczeniem, które sprawia mi problem i które zastąpiłam innym jest tak zwany "pajączek". Niestety wydaje mi się, że nie potrafię wykonać go poprawnie, co wywołuje u mnie ból pleców. Jako, że reszta zestawu idealnie mi odpowiada postanowiłam po prostu zamienić to ćwiczenie na inne  i cieszyć się treningiem.

Ewka jak zwykle wykonała dobrą robotę! Bardzo gorąco polecam ten trening. Niestety nie ma go już w sprzedaży z gazetą. Być może znajdziecie płytę na allegro, ale proponuję przepatrzeć jeszcze youtube, bo wydaję mi się, że jakiś czas temu ten trening był tam dostępny.

Na recenzje czeka jeszcze grudniowa płyta, również załączona do Shape, niestety nie jestem jeszcze w stanie powiedzieć o niej nic więcej, niż intensywna( moje przeziębienie nie dało sobie z nią rady). Jeśli jednak zbierasz płytki załączane do tego miesięcznika, to na pewno nie pożałujesz też tego zakupu.

Trzymajcie się ciepło!
No i udanych treningów :)


poniedziałek, 30 czerwca 2014

25.

Pierwszy dzień wakacji trochę nie wakacyjny... Pogoda okropna! Plucha i deszcz, normalnie jak jesienią!
Trzeba się wyluzować i nastroić, bo to w końcu ostatnie licealne wakacje.
Po jutrze wyjazd z przyjaciółkami do Szczawnicy, więc zapowiada się ciekawy początek :) Mam jedynie nadzieję, że na niebie będzie trochę więcej słońca niż dziś.
Mimo deszczu udało mi się wyrwać z domu. Ubrałam się w ciepły sweterek i ruszyłam, dodatkowo rozgrzana przez kawusię.

Dokonałam dziś pomiarów, żeby wiedzieć na czym stoję i jaki mam cel.
Waga: 55 kg                             
Talia: 66 cm
Pas: 79 cm
Biodra: 95 cm
Uda: 53 cm
Łydka: 35,5 cm

Chciała bym schudnąć chociaż po trzy cm w każdej partii, było by cudnie. Dam z siebie wszystko, żeby schudnąć jak najwięcej! Ale zdrowo, przy rozsądnym odżywianiu oraz sporej ilości ćwiczeń.

Dzisiejszy jadłospis:

Śniadanie:
Pieczywo wasa z twarożkiem z rzodkiewką i herbata slim plus z grejpfrutem.
Drugie śniadanie:
Koktajl bananowo- cynamonowy, nektarynka.
Przekąska: Kawa, ciastko zbożowe.

Obiadokolacja :
Makaron z cukinią, papryką, pieczarkami, kurczakiem, z dodatkiem serka bieluch i pastą aivar.
Herbata slim plus z ananasem.
Dzisiejszy trening to cardio z Tomkiem Choińskim. Jeszcze długa droga przede mną, idealnie pokazuje mi to ten trening. 

Nie poddajemy się! Idealne ciało jeszcze będzie nasze! 
Trzymajcie się!

poniedziałek, 16 czerwca 2014

22.

Wreszcie wracam! Chwilkę mnie nie było i już żałuję, że nie wcisnęłam jakoś bloga między inne zajęcia. Co prawda pilnowałam się i nie było najgorzej, ale i tak uważam, że z blogiem idzie dużo lepiej. Ale powracam zwarta i gotowa! Wakacje już za prawie dwa tygodnie i w tym czasie można dużo zmienić. Oczywiście przez kolejne dwa miesiące też nie zamierzam się obijać!

Z nastrojem bywa różnie. Czekam z niecierpliwością na czas, kiedy będę bez warunkowo szczęśliwa. Jak na razie wydaje mi się to nie możliwe, bo ciągle coś jest nie tak. Znając życie sama sobie jestem przeszkodą i muszę się postarać rozwiązać ten problem.

Ale nie poddam się! Osiągnę ciało z którego będę zadowolona i osiągnę szczęście! W końcu przegrali tylko Ci, którzy nie próbowali.

Nastawmy się pozytywnie i do dzieła!

Dzisiejszy jadłospis:

Śniadanie:
Owsianka na mleku z cynamonem, bananem i truskawkami. Zielona herbata.

Drugie śniadanie:
Truskawki i dwie brzoskwinki.

Obiad:
Kawałki indyka pieczonego w rękawie, grzanki z chleba graham, sałatka z pomidorem i sosem jogurtowym z przyprawami.

Kolacja:
Grzanki z chleba graham z twarożkiem, ogórkiem, rzodkiewką, zieloną cebulką.

Przez cały dzień bolała mnie głowa i nawet tabletki za bardzo nie pomogły, więc zdecydowałam się na ćwiczenia raczej bez większych wstrząsów. Skupiłam się na brzuchu i dodałam trochę ćwiczeń na nogi, pośladki i w niewielkiej ilości na ręce.

Wiem, ze cudów nie zdziałam. Chciała bym jednak posuwać się powoli do przodu. Od jutra mogę już poświęcić więcej czasu na trening. Pora na porządny wycisk. 

Jutro oczywiście kolejny wpis :)
Trzymajcie się!






wtorek, 10 czerwca 2014

21.

Ten tydzień jest na prawdę ciężki. Codziennie sprawdzian, który musi być bardzo dobrze napisany. Za tym idzie nauka i mniej czasu. Brakuje mi go na trening i niestety również trochę na bloga. Prawdopodobnie przez parę dni nie będę dodawać postów. Kiedy już ogarnę całą sytuację z ocenami na pewno będę miała więcej czasu i uzupełnię braki. Nie przestaje ćwiczyć, nie przestaję zdrowo się odżywiać. W miarę możliwości będę robić zdjęcia i kiedy już wrócę, zbiorę je wszystkie i dodam w pod sumującym poście.
 Moje wyzwanie, to tak na prawdę nie jest już wyzwanie Ewy Chodakowskiej. Przyznam, że nie trzymam się jej treningów, ani jadłospisów. Daje mi to jednak motywację i każdego dnia podejmuję próbę walki o nowe ciało. Odżywiam się jak należy i ćwiczę. A to, że nie są to ćwiczenia proponowane przez Ewę nic nie zmienia. Po dwóch tygodniach podam jednak efekty i będę starać się dalej.

Wczoraj dodanie postu uniemożliwił mi internet, a raczej jego brak.
Wrzucam dziś też zdjęcia z wczorajszego jadłospisu( niestety tylko śniadanie i obiad).

grzanki z serkiem bieluch i dżemem owoce leśne. Kawa z mlekiem.

Tortilla z serkiem bieluch jako sos i warzywami na patelnię.


Dzisiejszy jadłospis:

Śniadanie:
Jogurt naturalny z musli i z truskawkami i winogronem. Kawa z mlekiem.
Drugie śniadanie: Bułka pełnoziarnista z szynką drobiową, pomidorem i ogórkiem małosolnym.

Obiad:
Makaron z pesto z pietruszki i indykiem.
Kolacja: Koktajl truskawkowy na kefirze.

Dodatkowo: Trochę truskawek, morela, winogrona.

Coś ostatnio nie mam pomysłu na trening i wszystko wychodzi spontanicznie. Dziś też tak było. Ćwiczenia na każdą partię ciała: ręce, brzuch, nogi, pośladki. Do tego trochę cardio pomieszane z zumbą. Jutro postaram się już wybrać konkretny trening i na nim skupić. Zobaczymy.

Trzymajcie się więc! Do zobaczenia mam nadzieję nie długo :)







niedziela, 8 czerwca 2014

20.

Mimo przepięknej pogody potworna nuda! Z jednej strony miałam ochotę coś zrobić, a z drugiej mi się nie chciało. Takie słońce jest dla mnie trochę problematyczne, gdyż jak coraz więcej osób mam uczulenie na słońce. Wystarczy 15-20 minut posiedzieć w skwarze i później jestem cała w czerwone plamy. Teoretycznie zostaje mi cień, ale dziś posiedziałam w nim 5 minut i już użarły mnie komary! Wróciłam więc do domu.

Przez jakieś półtorej godziny próbowałam zebrać się do treningu. No mimo że chyba 5 razy zaczynałam robić jakieś ćwiczenia, ale nie mogłam jakoś. Zbierałam się i zbierałam, aż w końcu stwierdziłam, ze spróbuję po raz ostatni i jak nie dam rady to sobie dziś po prostu odpuszczę. No i na szczęście się udało!
Zrobiłam 20 minut zumby i 20 minutowe cardio, które znalazłam na youtubie( momcafe). Byłam z siebie dumna niż w jakikolwiek dzień, kiedy za trening biorę się bez problemu. To był kryzysowy moment i strasznie brakowało mi motywacji. Ale udało się! Cudownie!
Jako, że miałam dziś problem z motywacją, postanowiłam znaleźć i umieścić tutaj kilka takich, działających na naszą wolę walki obrazków.






Jeśli chodzi o jadłospis to oczywiście jestem dziś z siebie zadowolona :)

Śniadanie: 
Pół bułki czosnkowej z szynką i ogórkiem, drugie pół z serkiem łososiowym i pomidorem z zielona cebulką, jajko na miękko. zielona herbata.

Drugie śniadanie:
Koktajl truskawko- bananowy

    
Obiad:
Młode ziemniaczki, filet z kurczaka( taki sam jak wczoraj) podpiekany kalafior i sałatka z sosem musztardowo miodowym.
Kolacja:
Grzanka skropiona olejem rzepakowym z pomidorem i mozzarella, zielona cebulka.
Jest dobrze! Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć! Pamiętaj o tym.

Trzymajcie się ciepło!






sobota, 7 czerwca 2014

19.

Wczoraj nie było posta, a to dlatego, że cały dzień spędziłam razem z przyjaciółkami. Było na prawdę super i bardzo nam się to przydało. Ostatnio ciężko było znaleźć czas na spotkania poza szkołą i na reszcie się udało.

Dzisiaj również dobry dzień. Zaczynam czuć w końcu wakacje. Muszę przyznać, że do tej pory czułam się jakby jeszcze mnóstwo nauki było przed nami. Ale to dobrze. Trzeba odpocząć.
 Zaczęłam dziś rozglądać się za pracą na lipiec i rozesłałam cv w kilka miejsc. Mam nadzieję, że uda mi się coś znaleźć!

Bardzo rzadko zdarza mi się mieć zakwasy na brzuchu, a tu taka niespodzianka! Nawet nie wiecie jak się cieszyłam, kiedy wczoraj wieczorem zaczęłam czuć mięśnie skośne brzucha! Dziś jeszcze je doprawiłam i pewnie jutro będzie już lepiej.

Mój dzisiejszy jadłospis:

Śniadanie:


Omlet z dwóch jajek z dodatkami: szynka drobiową, cukinią, papryką czerwoną, kukurydzą, zieloną cebulką, odrobina mozzarelli. Zielona herbata. 

Drugie śniadanie:

Sałatka owocowa: banan, truskawki, winogrona.

Obiad:
Kawałek piersi z kurczaka w przyprawach z odrobiną mozzarelli, mizeria, młode ziemniaczki z koperkiem. 
Kolacja: Arbuz, garść pistacji.

Dzisiejszy trening to 2x boczki Tiffany, 20 minut treningu na brzuch z Jillian Michaels, dodatkowo ćwiczenia na ramiona i ręce oraz przysiady. Wieczorem wybrałam się z przyjaciółką na 2 godzinny spacer i nie spodziewałam się, że będę po tym taka wyczerpana. 

Jestem z siebie zadowolona i mam nadzieję, ze Ty z siebie też! Powodzenia:*
Trzymajcie się ciepło!