Jak możecie się domyślić, wyzwanie, które ostatnio sobie rzuciłam, zakończyło się niepowodzeniem. Co więcej, jakoś się tym nie przejęłam. No nie za dobrze to świadczy.
Przyznam się szczerze, że zawaliłam, odpuściłam sobie totalnie. Historia się powtarza. Niestety, kiedy jestem już na dobrej drodze, kiedy są widoczne zadowalające efekty, ja pasuje, przestaje ćwiczyć, zaczynam więcej jeść. I to w sumie smutne, bo to po części sprawia, że myślę, że nigdy nie osiągnę takiego efektu, jaki mi się marzy. Zastanawiam się, czy to jest w ogóle możliwe, żebym stale żyła zdrowymi nawykami, żeby mi się zawsze chciało ćwiczyć z takim entuzjazmem? No nie jest łatwo. To wszystko to jedna wielka huśtawka.
Blog miał mnie motywować, trzymać przy tych dobrych nawykach, ale z tego co można zauważyć nie ma to za wielkiego wpływu. A szkoda, bo wydawał mi się to dobry pomysł. I tu zaczynają się moje rozważania. Być może jest tak, że pisane na ten temat jest dla mnie pewnego rodzaju przymusem, a jak wiadomo, jeśli coś musisz, to robisz wszystko, żeby tego nie zrobić. Oczywiście, nie zrozummy się źle. Ja bardzo lubię pisać, lubię czytać wasze komentarze, sprawdzać liczbę odsłon. To dla mnie ogromna przyjemność, która sprawia, że coś ciekawego się dzieje. Nie mniej jednak, aby posty były ciekawe i miały sens, muszą być różnorodne. I chyba ta konieczność kombinowania i wymyślania, tak na mnie wpływa. Niestety jestem też osobą o małej wierze we własne umiejętności i możliwości. Moje podejście do wszystkiego, że "ja się do tego nie nadaje", nie ułatwia sprawy.
Na pewno nie zamierzam teraz rzucać sobie kolejnego wyzwania i znowu coś od siebie wymagać. Dobrze wiem jak to się skończy. Stawiam wolną rękę. Chcę wrócić, chce robić coś w swoim życiu, mieć zajęcie, coś co będzie dawać mi satysfakcje. Zobaczymy co z tego wyniknie.
Zaczęłam również poważnie myśleć o rozszerzeniu tematyki bloga. Chciała bym móc wypowiadać się na różne tematy, nie koniecznie związane z fit nawykami. Móc podzielić się czymś co wpadnie mi do głowy, co mnie zafascynuje. Życie nie może kręcić się ciągle w okół jednego tematu, bo wtedy za bardzo popadamy w monotonnie, a to dobija i męczy człowieka. Wiązało by się to z założeniem nowego bloga, na którym oczywiście kontynuowała bym to co zaczęłam tutaj, jednak odnosiła bym się również do innych dziedzin. Tą kwestie zostawię sobie jeszcze do przemyślenia.
Zdaję sobie sprawę, że post raczej z tych mniej ciekawych, jednak dla mnie bardzo potrzebny.
Dajcie znać co sądzicie na ten temat ;)
Trzymajcie się ciepło!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fit. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 20 lipca 2015
niedziela, 22 marca 2015
Tydzień śniadań #2
Dzisiejszy dzień dosyć ponury, deszczowy i nieprzyjemny. Normalnie nie była bym z tego zadowolona, ale dziś jest inaczej. Jak wiadomo, kiedy za oknem świeci słońce aż chce się wyjść na pole, przejść na spacer czy np. pojeździć na rowerze, a nie uczyć.. Tak! dzięki właśnie takiej pogodzie będę mogła się skupić i pracować efektywniej.
W ten pochmurny dzień przychodzę do was z tygodniem śniadań. Doszłam do wniosku, że to fajny pomysł prowadzić taką serię. Wpisuje się ona, przynajmniej częściowo, w założenie bloga, może inspirować osoby, którym śniadanie kojarzy się tylko z nudnymi kanapkami z serem i szyną czy płatkami śniadaniowymi, a także zorganizowanie czasu na napisanie takiego posta jest dla mnie wykonalne :) Co o tym sądzicie?
Przejdźmy już do śniadań!
Poniedziałek:
Owsianka z truskawkami, kakao i cynamonem, płatkami migdałowymi. Kawa.
Wtorek:
Jajecznica z szynką, zieloną cebulką, pomidorki koktajlowe, tost pełnoziarnisty. Kawa.
Środa:
Omlet z płatkami owsianymi polany jogurtem greckim z miodem i cynamonem, banan. Kawa.
Czwartek:
Bułka dyniowa z twarożkiem mocarz i dżemem porzeczkowym nisko słodzonym, kawałek rogalika z masłem orzechowym. Kawa.
Piątek:
Bułka dyniowa z serem żółtym i pomidorem oraz z almette śmietankowym z ogórkiem, jajko na miękko. Herbata zielona.
Sobota:
Tosty pełnoziarniste z masłem orzechowym bananem i dżemem nisko słodzonym. Kawa.
Niedziela:
Grzanki z bułki grahamki z twarożkiem z rzodkiewką i zieloną cebulką. Świeżo wyciskany sok pomarańczowo grejpfrutowy. Kawa.
Przeglądając te zdjęcia dochodzę do wniosku, ze w tym tygodniu największą ochotę miałam na pieczywo. To nie zbyt dobrze.. Już wiem nad czym muszę popracować! Ale chyba zawsze przychodzi taki czas, że coś nam się przejada. Wydaje mi się, ze miałam już dość owsianek, jaglanek i tym podobnych. Mały odpoczynek nie zaszkodzi:)
Miłej niedzieli!
Trzymajcie się ciepło!
W ten pochmurny dzień przychodzę do was z tygodniem śniadań. Doszłam do wniosku, że to fajny pomysł prowadzić taką serię. Wpisuje się ona, przynajmniej częściowo, w założenie bloga, może inspirować osoby, którym śniadanie kojarzy się tylko z nudnymi kanapkami z serem i szyną czy płatkami śniadaniowymi, a także zorganizowanie czasu na napisanie takiego posta jest dla mnie wykonalne :) Co o tym sądzicie?
Przejdźmy już do śniadań!
Poniedziałek:
Owsianka z truskawkami, kakao i cynamonem, płatkami migdałowymi. Kawa.
Wtorek:
Jajecznica z szynką, zieloną cebulką, pomidorki koktajlowe, tost pełnoziarnisty. Kawa.
Środa:
Omlet z płatkami owsianymi polany jogurtem greckim z miodem i cynamonem, banan. Kawa.
Czwartek:
Bułka dyniowa z twarożkiem mocarz i dżemem porzeczkowym nisko słodzonym, kawałek rogalika z masłem orzechowym. Kawa.
Piątek:
Bułka dyniowa z serem żółtym i pomidorem oraz z almette śmietankowym z ogórkiem, jajko na miękko. Herbata zielona.
Sobota:
Tosty pełnoziarniste z masłem orzechowym bananem i dżemem nisko słodzonym. Kawa.
Niedziela:
Grzanki z bułki grahamki z twarożkiem z rzodkiewką i zieloną cebulką. Świeżo wyciskany sok pomarańczowo grejpfrutowy. Kawa.
Przeglądając te zdjęcia dochodzę do wniosku, ze w tym tygodniu największą ochotę miałam na pieczywo. To nie zbyt dobrze.. Już wiem nad czym muszę popracować! Ale chyba zawsze przychodzi taki czas, że coś nam się przejada. Wydaje mi się, ze miałam już dość owsianek, jaglanek i tym podobnych. Mały odpoczynek nie zaszkodzi:)
Miłej niedzieli!
Trzymajcie się ciepło!
piątek, 20 marca 2015
Koktajl bananowo-kakaowy z nutką kawy :)
Rozpoczął się okres pełnej mobilizacji przed maturą, czyli ciężkiej pracy i godzin spędzonych na nauce. Dlatego też posty będą pojawiać się średnio raz na tydzień. Dzisiaj co prawda nie miałam planów nic dodawać, gdyż szykuję na niedzielę kolejny post z serii "tydzień śniadań", ale, że mamy dziś pierwszy dzień wiosny(!!!) postanowiłam, że do was napiszę. Jest przepiękna pogoda i aż mi się chce:) Nachodzi mnie ochota na rolki czy rower, ale na to jeszcze będzie czas.
Jeśli chodzi o rolki, to jestem na etapie kupna. Zamówiłam sobie z firmy Spokey, ale niestety muszę je zwrócić. Nie spełniają jednak moich oczekiwań, chociaż wyglądaly na porządne. Ciężko będzie przerzucić się z rolek K2 na coś gorszego. Te okropnie mnie zawiodły. Jeśli macie jakąś firmę i model do polecenia to piszcie! Potrzebuję rolki do jazdy fitnessowej i tak naprawdę zależy mi na tym, żeby były na prawdę wygodne i dobrze trzymały stopę :)
Dziś przychodzę do Was z kolejną propozycją na przepyszny koktajl, idealny na cieplejsze dni zamiast lodów czy deserów. Robię go bardzo często, to jeden z moich ulubionych koktajli. Puszysty, gęsty i słodki. Czyli wszystko co lubię.
1 dojrzały banan
pół szklanki mleka
pół łyżeczki dobrego mocnego kakao
1/4 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
2 kostki lodu
Wszystko wrzucamy jak zwykle do blendera i miksujemy. Pyszności!
Zachęcam do wypróbowania:) Takie proste, ale jakie smaczne! Co prawda nic odkrywczego, ale wszystkie smaki są wyczuwalne osobno, zaczynając od banana a kończąc na kawie. Idealne na szybką przekąskę.
Dzisiaj walczę z Killerem! Mam nadzieję, że dotrwam do końca:)
A co u Was?!
Trzymajcie się ciepło!
Jeśli chodzi o rolki, to jestem na etapie kupna. Zamówiłam sobie z firmy Spokey, ale niestety muszę je zwrócić. Nie spełniają jednak moich oczekiwań, chociaż wyglądaly na porządne. Ciężko będzie przerzucić się z rolek K2 na coś gorszego. Te okropnie mnie zawiodły. Jeśli macie jakąś firmę i model do polecenia to piszcie! Potrzebuję rolki do jazdy fitnessowej i tak naprawdę zależy mi na tym, żeby były na prawdę wygodne i dobrze trzymały stopę :)
Dziś przychodzę do Was z kolejną propozycją na przepyszny koktajl, idealny na cieplejsze dni zamiast lodów czy deserów. Robię go bardzo często, to jeden z moich ulubionych koktajli. Puszysty, gęsty i słodki. Czyli wszystko co lubię.
Koktajl bananowo-czekoladowy z nutką kawy! :
Składniki:1 dojrzały banan
pół szklanki mleka
pół łyżeczki dobrego mocnego kakao
1/4 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
2 kostki lodu
Wszystko wrzucamy jak zwykle do blendera i miksujemy. Pyszności!
Zachęcam do wypróbowania:) Takie proste, ale jakie smaczne! Co prawda nic odkrywczego, ale wszystkie smaki są wyczuwalne osobno, zaczynając od banana a kończąc na kawie. Idealne na szybką przekąskę.
Dzisiaj walczę z Killerem! Mam nadzieję, że dotrwam do końca:)
A co u Was?!
Trzymajcie się ciepło!
niedziela, 8 marca 2015
Tydzień śniadań.
Myślę, że każdy kto szukał już jakiś informacji na temat zdrowego odżywiania natchnął się na zdanie, które mówi o konieczności jedzenia śniadania. Wiele osób może to zadziwić, bo nie brakuje zwolenników omijania tego posiłku z myślą, żeby schudnąć. Nic bardziej mylnego. Bardzo często tniemy kalorie po całości rezygnując ze śniadania. A to właśnie ono dostarcza nam energii na cały dzień.
2
3
4
5
6
7
Kiedy byłam młodsza też nie przepadałam za tym posiłkiem i sama go nie jadłam. Do czasu. Chyba w 4 albo 5 klasie podstawówki jeden dzień szkolny zaczynał mi się dwoma lekcjami wf-u. Mądra Kasia oczywiście nie zjadła śniadania i wybrała się do szkoły. Po dwóch godzinach ćwiczeń( nie oszukujmy się, o niezbyt dużej intensywności, jak to w szkole bywa) zrobiło mi się słabo i nie dobrze. Niby nic takiego, ale dało mi to ogromną nauczkę i od tego czasu nie omijam w ogóle śniadań.
- Omijając śniadanie zwiększamy prawdopodobieństwo, że w ciągu dnia, między posiłkami będziemy sięgać po różnego rodzaju przekąski, a to nie jest wskazane jeśli chcemy utrzymać nasze ciało w formie.
- Dobrze wiemy też, że regularne posiłki to klucz do sukcesu, a co za tym idzie nie możemy omijać śniadania.
- Odpowiednia dawka energii z rana wpływa pozytywnie na nasze samopoczucie, koncentracje, siłę. Osoby zdrowe powinny cieszyć się życiem i tryskać energią co dla mnie łączy się z jedzeniem śniadań.
Moje propozycje:
1
| Kanapki z chleba pełnoziarnistego z serkiem śródziemnomorskim, szynką, sałatą i pomidorkiem. Kawa z mlekiem. |
2
| Płatki jaglane na mleku z masłem orzechowym i połówka banana. Kawa z mlekiem. |
3
| Bułka grahamka z pastą z awokado, jajka i twarożku z pomidorem. Kawa z mlekiem. |
4
| Płatki ryżowe na mleku z miodem, połówka banana i granatem. Kawa z mlekiem. |
5
| Owsianka z bananem i truskawkami, płatki migdałowe. Kawa z mlekiem. |
6
| Panini z grahamki z plasterkiem sera żółtego, szynką, pomidorem, szpinakiem i ketchupem. Zielona herbata. |
7
| Dwie kanapki z szynką, sałatą i świeżymi warzywami, jajko na miękko. Zielona herbata. |
| Niestety nie miałam ciemnego pieczywa, ale oczywiście taka opcja jest duuużo lepsza! |
Niestety ciężko rano, w biegu zrobić ładne, apetyczne zdjęcie. Przez większość tygodnia wstaję o 5 40 i niestety o tej godzinie jest jeszcze dosyć mało światła. Mam nadzieję, ze chociaż trochę was zainspirowałam:)
Teraz nie wyobrażam sobie dnia żeby wyjść z domu bez śniadania. Jest to pierwsza rzecz, którą robię od razu po wstaniu. Mój ulubiony posiłek w ciągu dnia. Jest tak wiele możliwości na zdrowe i pyszne śniadanie i chyba nigdy mi się to nie znudzi ;)
A wy jecie śniadania?
Trzymajcie się ciepło!
piątek, 6 marca 2015
Zainspiruj się!
Chyba każdy z nas potrzebuje jakiegoś czynnika, który pchnie nas do działania. Czegoś co pozwoli spróbować nowych rzeczy, zmienić coś, albo stworzyć. Inspiracji może być wiele. Często motywacja łączy się właśnie z inspiracją. Więc czemu by się nie zainspirować i nie zmotywować przed nadchodzącym weekendem i tym bardziej przed zbliżającym się nowym tygodniem?
Inspiracja może przybierać wiele form, ale na mnie najbardziej oddziałują zdjęcia i różnego typu obrazki. Mogę wtedy sobie wyobrazić siebie na tym miejscu, odczuć to w pewien sposób i zdecydować czy czegoś takiego właśnie chcę. I tu właśnie leży motywacyjna rola takich zdjęć:)
Chciała bym podzielić się z wami kilkoma obrazkami, które wybrałam na inspirację najbliższego tygodnia:) Kto wie, może i wam przypadną do gustu!
Nie wiem jak Wy, ale ja dostrzegam w tych zdjęciach nadchodzące lato, co od razu poprawia mi humor! Już coraz bliżej, nie zapominajcie!
Trzymajcie się ciepło!
Inspiracja może przybierać wiele form, ale na mnie najbardziej oddziałują zdjęcia i różnego typu obrazki. Mogę wtedy sobie wyobrazić siebie na tym miejscu, odczuć to w pewien sposób i zdecydować czy czegoś takiego właśnie chcę. I tu właśnie leży motywacyjna rola takich zdjęć:)
Chciała bym podzielić się z wami kilkoma obrazkami, które wybrałam na inspirację najbliższego tygodnia:) Kto wie, może i wam przypadną do gustu!
Nie wiem jak Wy, ale ja dostrzegam w tych zdjęciach nadchodzące lato, co od razu poprawia mi humor! Już coraz bliżej, nie zapominajcie!
Trzymajcie się ciepło!
sobota, 28 lutego 2015
Kolejny miesiąc za nami! LUTY - podsumowanie.
Hmm luty..
Jaki to był dla mnie miesiąc?
Niestety okropny. Coś ten rok mi kompletnie nie sprzyja. Dużo stresu, dużo smutku, dużo rozmyślań. Już samo to, że jest tak okropnie zaczęło mnie załamywać. Powoli zaczyna być lepiej, a mi po głowie chodzi tylko jedna myśl. Oby te wszystkie złe rzeczy skumulowały się po prostu na początku i reszta roku była dla mnie łaskawa. Na przykład kiedy przyjdzie czas matur czy rekrutacji na studia :) O tak! na taki układ mogę iść! Jestem w stanie wytrzymać jeszcze trochę tych cierpień, żeby tylko później było wszystko tak jak bym chciała!
Pod względem diety i ćwiczeń, bo to chyba na tym blogu najistotniejsze, też nie było za kolorowo. Dwa tygodnie ferii i chyba za dużo wolnego, bo było mi trudniej się zorganizować niż w takcie szkoły. Trochę sobie odpuściłam i dietę i ćwiczenia. Co prawda nie jem słodyczy tak jak sobie postanowiłam, ale mój żołądek wydaje się być bez dna i jest w stanie pomieścić ogromne ilości jedzenia. Nie chce, żeby tak dalej było bo szkoda mi efektów zimowej pracy, żeby na wiosnę i lato znaleźć się na początku drogi.. Może nie schudnąć, ale chociaż utrzymać swoją figurę do maja. Tak, tego sobie życzę.
Co dobrego?
A jeśli chodzi o pozytywne rzeczy, które mnie spotkały w tym beznadziejnym miesiącu to na pewno warsztaty z Ewą Chodakowską. Marzenie, którym z pewnych powodów nie cieszyłam się w pełni, ale i tak było to dla mnie wspaniałe doświadczenie i cieszę się że przeznaczyłam na to pieniądze i będę mogła to kiedyś wspominać :)
Kolejny miły czas to z pewnością wyjazd do Gdyni, do chłopaka:) W zeszłym roku nie udało nam się spędzić razem walentynek. Siedzieliśmy wieczorem na skypie i rozmawialiśmy. W tym roku było o tyle dobrze, że mogłam ten czas spędzić obok niego :)
Zaczęłam również chodzić na korepetycje z chemii, co daje mi trochę dodatkowej siły przy walce z nauką. Trochę dodaje pewności siebie i przejaśnia, porządkuje informacje zgromadzone w głowie przez te trzy lata nauki.
Wyjazd na deskę w góry w czasie ferii też był czymś bardzo przyjemnym:) Mogłam trochę odreagować, poczuć lekką adrenalinę. Coś czego bardzo potrzebowałam. Dodatkowo czas spędzony z rodziną na świeżym powietrzu to zawsze coś miłego. (Dziś wieczorkiem też śmigam pojeździć :))
Luty to również czas testowania przeróżnych koktajli. Próbuję nauczyć moją mamę chociaż kilku zdrowych nawyków żywieniowych i wprowadzić małe zmiany w jej sposób odżywiania. Nie jest łatwo, ale widzę małe pozytywne zmiany. Cieszy mnie to ogromnie. Właśnie koktajle są ostatnio jej przysmakiem i razem próbujemy nowych połączeń. Na ten temat wypowiem się więcej innym razem, ponieważ kupiłyśmy niedawno nowy robot kuchenny i przy okazji chciała bym zrobić jego małą recenzje. Co wy na to?
LUTY W ZDJĘCIACH:
Ostatnio wybrałam się też do kina z przyjaciółkami. Oczywiście na %0 twarzy Greya.. Hahah jeśli jeszcze nie byliście i tak samo jesteście ciekawi jak to zrobili, to szczerze nie polecam, marnowanie pieniędzy i czasu! Chociaż książka mi się podobała i nie chciałam sugerować się opiniami innych, to niestety wszystko się potwierdziło. Pod koniec myślałam, że usnę! I szczerze, to nie dziwię się teraz wszystkim facetom którzy nie chcieli i nie chcą iść na ten film.. A już tym bardziej współczuję wszystkim parom, które wybrały taka opcje na spędzanie walentynek. Kompletna poraża. Coś mi się wydaje, że producenci filmu na kolejnych częściach nie zbiją już takiej fortuny.
A jak wam minął ten miesiąc? Chudsze niż w styczniu? A może co lepsze, szczęśliwsze?
Taką mam nadzieję ;)
Trzymajcie się ciepło!
Jaki to był dla mnie miesiąc?
Niestety okropny. Coś ten rok mi kompletnie nie sprzyja. Dużo stresu, dużo smutku, dużo rozmyślań. Już samo to, że jest tak okropnie zaczęło mnie załamywać. Powoli zaczyna być lepiej, a mi po głowie chodzi tylko jedna myśl. Oby te wszystkie złe rzeczy skumulowały się po prostu na początku i reszta roku była dla mnie łaskawa. Na przykład kiedy przyjdzie czas matur czy rekrutacji na studia :) O tak! na taki układ mogę iść! Jestem w stanie wytrzymać jeszcze trochę tych cierpień, żeby tylko później było wszystko tak jak bym chciała!
Pod względem diety i ćwiczeń, bo to chyba na tym blogu najistotniejsze, też nie było za kolorowo. Dwa tygodnie ferii i chyba za dużo wolnego, bo było mi trudniej się zorganizować niż w takcie szkoły. Trochę sobie odpuściłam i dietę i ćwiczenia. Co prawda nie jem słodyczy tak jak sobie postanowiłam, ale mój żołądek wydaje się być bez dna i jest w stanie pomieścić ogromne ilości jedzenia. Nie chce, żeby tak dalej było bo szkoda mi efektów zimowej pracy, żeby na wiosnę i lato znaleźć się na początku drogi.. Może nie schudnąć, ale chociaż utrzymać swoją figurę do maja. Tak, tego sobie życzę.
Co dobrego?
A jeśli chodzi o pozytywne rzeczy, które mnie spotkały w tym beznadziejnym miesiącu to na pewno warsztaty z Ewą Chodakowską. Marzenie, którym z pewnych powodów nie cieszyłam się w pełni, ale i tak było to dla mnie wspaniałe doświadczenie i cieszę się że przeznaczyłam na to pieniądze i będę mogła to kiedyś wspominać :)
Kolejny miły czas to z pewnością wyjazd do Gdyni, do chłopaka:) W zeszłym roku nie udało nam się spędzić razem walentynek. Siedzieliśmy wieczorem na skypie i rozmawialiśmy. W tym roku było o tyle dobrze, że mogłam ten czas spędzić obok niego :)
Zaczęłam również chodzić na korepetycje z chemii, co daje mi trochę dodatkowej siły przy walce z nauką. Trochę dodaje pewności siebie i przejaśnia, porządkuje informacje zgromadzone w głowie przez te trzy lata nauki.
Wyjazd na deskę w góry w czasie ferii też był czymś bardzo przyjemnym:) Mogłam trochę odreagować, poczuć lekką adrenalinę. Coś czego bardzo potrzebowałam. Dodatkowo czas spędzony z rodziną na świeżym powietrzu to zawsze coś miłego. (Dziś wieczorkiem też śmigam pojeździć :))
Luty to również czas testowania przeróżnych koktajli. Próbuję nauczyć moją mamę chociaż kilku zdrowych nawyków żywieniowych i wprowadzić małe zmiany w jej sposób odżywiania. Nie jest łatwo, ale widzę małe pozytywne zmiany. Cieszy mnie to ogromnie. Właśnie koktajle są ostatnio jej przysmakiem i razem próbujemy nowych połączeń. Na ten temat wypowiem się więcej innym razem, ponieważ kupiłyśmy niedawno nowy robot kuchenny i przy okazji chciała bym zrobić jego małą recenzje. Co wy na to?
LUTY W ZDJĘCIACH:
![]() |
| Wyjazd do Bukowiny Tatrzańskiej. |
![]() |
| Walentynki spędzone w Gdyni. |
![]() |
| Testowanie nowych smaków:) |
![]() |
| Nic nie jest taką motywacją jak za duże ubrania, które kiedyś były za ciasne:) |
Ostatnio wybrałam się też do kina z przyjaciółkami. Oczywiście na %0 twarzy Greya.. Hahah jeśli jeszcze nie byliście i tak samo jesteście ciekawi jak to zrobili, to szczerze nie polecam, marnowanie pieniędzy i czasu! Chociaż książka mi się podobała i nie chciałam sugerować się opiniami innych, to niestety wszystko się potwierdziło. Pod koniec myślałam, że usnę! I szczerze, to nie dziwię się teraz wszystkim facetom którzy nie chcieli i nie chcą iść na ten film.. A już tym bardziej współczuję wszystkim parom, które wybrały taka opcje na spędzanie walentynek. Kompletna poraża. Coś mi się wydaje, że producenci filmu na kolejnych częściach nie zbiją już takiej fortuny.
A jak wam minął ten miesiąc? Chudsze niż w styczniu? A może co lepsze, szczęśliwsze?
Taką mam nadzieję ;)
Trzymajcie się ciepło!
niedziela, 8 lutego 2015
Wrażenia z warsztatów Ewa & #mygirls
Post pierwotnie w planach miał pojawić się już wczoraj, jednak kiedy wróciłam do domu padłam bez sił! Okropnie głodna, pierwsze co to wkroczyłam do kuchni, żeby coś dobrego przekąsić :) Później nalałam sobie gorącej wody i wzięłam upragnioną długą kąpiel, tak bardzo relaksującą. Nie było już kompletnie sił, żeby napisać cokolwiek sensownego.
Ale może zacznę od początku, bo zabrałam się od niewłaściwej strony.
Warsztaty odbyły się na hali sportowej Com-com zone, w Nowej Hucie, czyli moje rejony. Rejestracja uczestniczek rozpoczęła się już o godzinie 11 30, ja jednak stwierdziłam, że nie ma sensu być tak wcześnie i dotarłam na miejsce na godzinę 12. To była odpowiednia pora, bo udało mi się jeszcze dorwać wolną szafkę na rzeczy i zajęć miejsce mniej więcej w połowie sali. Trzeba przyznać, że było na prawdę sporo osób! Znalazło się też trzech panów, co wzbudziło spory entuzjazm u Ewy.
Kiedy czekaliśmy na rozpoczęcie pierwszego treningu, na sali pojawił się Tomek Choiński i mąż Ewy, Lefteris Kavoukis. Można było zrobić sobie z nimi zdjęcie i dostać autograf. I tak szybko minął czas oczekiwania. Nie obyło się oczywiście bez opóźnienia, ale na szczęście tylko 15 minut.
Kiedy na scenę weszła Ewa, wszyscy ją gorąco przywitali i bez ociągania przeszliśmy do pierwszego treningu. Ewa prezentowała dwie opcje, dla tych początkujących jak i tych zaawansowanych. Nie było tak źle! Haha większość ćwiczeń zdołałam wykonać, ale mocno się zmachałam, tak jak powinno być. Częścią treningu Ewy były ćwiczenia w parach, dzięki czemu, każdy kto przyszedł na warsztaty sam mógł poznać kogoś i poczuć się bardziej swobodnie. Można było dodać sobie nawzajem siły i motywacji, co było bardzo fajnym pomysłem.
Później przyszedł czas na chwilę przerwy i wykład z dietetyki. I tutaj niestety trochę się zawiodłam. Spotkanie poprowadził Tomek i niestety trwało tylko 25 minut.. Organizatorzy postanowili sobie odbić opóźnienie właśnie kosztem wykładu co mi się bardzo nie spodobało. Zwłaszcza, że każdy z nas wyszedł z założenia, że będzie to dłuższa przerwa i każdy zabrał się za zjedzenie czegoś porządniejszego, nie martwiąc się o późniejsze kolki, mdłości i bóle brzucha.. No a tu takie zaskoczenie. Po drugie, owszem Pan Tomek jest trenerem personalnym i zapewne ma sporą wiedzę na temat odżywiania, ale sądziłam, że to spotkanie będzie poprowadzone przez konkretnie dietetyka.
Zaraz po wykładzie ruszyliśmy dalej z ćwiczeniami. Tym razem zajęcia poprowadził bardzo sympatyczny mąż Ewy. Te zajęcia były bardziej zabawą i szczególnie spodobała mi się fitnessowa rozgrzewka, super poprowadzona przez Lefterisa. Minus był taki, że na tej hali zawsze jest problem z nagłośnieniem i głośna muzyka, angielski i niosący się głos był nie do rozszyfrowania, dlatego trzeba było się na prawdę skupić, żeby wiedzieć co robić.
Kolejny trening to zumba i tutaj następne rozczarowanie. Być może ja już po prostu poczułam zmęczenie, ale dla mnie te zajęcia nie wywoływały aż tak pozytywnej energii jak to przy zumbie bywa.. Trening taneczny prowadziło dwóch panów, przy czym jednego dało się na śladować, a za drugim trudno było cokolwiek powtórzyć. Z tego co słyszałam, zazwyczaj te zajęcia były prowadzone przez kogoś innego i wtedy były dużo lepsze. Ale podejrzewam, że były osoby, którym to nie przeszkadzało i bawiły się na całego. Ja korzystając z okazji, załapałam się na autograf od Ewy :) Także coś za coś.
I na sam koniec, Wisienka na torcie - Tomek Choiński!! Po tych warsztatach stwierdzam, że jest on osobą, która nie czuje się za dobrze przed kamerą. Zawsze miałam wrażenie, że jest jakiś sztywny, sztuczny. Natomiast po wczorajszym dniu zmieniłam kompletnie zdanie! Super facet, z poczuciem humoru, ciepły, bardzo sympatyczny no i te mięśnie.. Nie trzeba chyba nic więcej mówić!
Muszę przyznać, że to właśnie jego trening podobał mi się najbardziej. Od początku taka ogromna moc i motywacja. Na prawdę chciało się dać z siebie więcej i więcej! Odpowiednia muzyka, no i w końcu jakieś ćwiczenia na macie.. Bo do tej pory targałam ją tylko po to żeby na niej posiedzieć czekając na Ewę. Po prostu Pan Tomasz i to co zrobił to mistrzostwo! Nie pogardziła bym takim trenerem :)
Na koniec przyszedł czas na zdjęcie z Ewą, do czego mam trochę mieszane uczucia. Na szczęście udało mi się dopchać na samym początku, zanim jeszcze padła mi bateria.
Każdy z uczestników dostał drobny upominek: dezodorant, opaski z adidasa, archiwalny numer SHAPE z płytą, którą już z resztą posiadam. Zastanawiam się tylko czy panowie, którzy pojawili się na zajęciach dostali takie same prezenty. No nie da się ukryć, że były one typowo nastawione na żeńską część uczestników.
Dziś tak jak się spodziewałam, czuję wczorajszy wycisk. Pośladki, plecy i ręce najbardziej dają się we znaki. Co więcej wydaje mi się, że jutro nie będę mogła się ruszyć. Ale uwielbiam ten ból!
Całe warsztaty na pewno będę miło wspominać i kto wie, może za rok wybiorę się po raz kolejny! :)
A może ktoś z was był też na takich warsztatach?
Jak wrażenia?
Trzymajcie się ciepło!
Ale może zacznę od początku, bo zabrałam się od niewłaściwej strony.
Warsztaty odbyły się na hali sportowej Com-com zone, w Nowej Hucie, czyli moje rejony. Rejestracja uczestniczek rozpoczęła się już o godzinie 11 30, ja jednak stwierdziłam, że nie ma sensu być tak wcześnie i dotarłam na miejsce na godzinę 12. To była odpowiednia pora, bo udało mi się jeszcze dorwać wolną szafkę na rzeczy i zajęć miejsce mniej więcej w połowie sali. Trzeba przyznać, że było na prawdę sporo osób! Znalazło się też trzech panów, co wzbudziło spory entuzjazm u Ewy. Kiedy czekaliśmy na rozpoczęcie pierwszego treningu, na sali pojawił się Tomek Choiński i mąż Ewy, Lefteris Kavoukis. Można było zrobić sobie z nimi zdjęcie i dostać autograf. I tak szybko minął czas oczekiwania. Nie obyło się oczywiście bez opóźnienia, ale na szczęście tylko 15 minut.
Kiedy na scenę weszła Ewa, wszyscy ją gorąco przywitali i bez ociągania przeszliśmy do pierwszego treningu. Ewa prezentowała dwie opcje, dla tych początkujących jak i tych zaawansowanych. Nie było tak źle! Haha większość ćwiczeń zdołałam wykonać, ale mocno się zmachałam, tak jak powinno być. Częścią treningu Ewy były ćwiczenia w parach, dzięki czemu, każdy kto przyszedł na warsztaty sam mógł poznać kogoś i poczuć się bardziej swobodnie. Można było dodać sobie nawzajem siły i motywacji, co było bardzo fajnym pomysłem.
Później przyszedł czas na chwilę przerwy i wykład z dietetyki. I tutaj niestety trochę się zawiodłam. Spotkanie poprowadził Tomek i niestety trwało tylko 25 minut.. Organizatorzy postanowili sobie odbić opóźnienie właśnie kosztem wykładu co mi się bardzo nie spodobało. Zwłaszcza, że każdy z nas wyszedł z założenia, że będzie to dłuższa przerwa i każdy zabrał się za zjedzenie czegoś porządniejszego, nie martwiąc się o późniejsze kolki, mdłości i bóle brzucha.. No a tu takie zaskoczenie. Po drugie, owszem Pan Tomek jest trenerem personalnym i zapewne ma sporą wiedzę na temat odżywiania, ale sądziłam, że to spotkanie będzie poprowadzone przez konkretnie dietetyka.
Zaraz po wykładzie ruszyliśmy dalej z ćwiczeniami. Tym razem zajęcia poprowadził bardzo sympatyczny mąż Ewy. Te zajęcia były bardziej zabawą i szczególnie spodobała mi się fitnessowa rozgrzewka, super poprowadzona przez Lefterisa. Minus był taki, że na tej hali zawsze jest problem z nagłośnieniem i głośna muzyka, angielski i niosący się głos był nie do rozszyfrowania, dlatego trzeba było się na prawdę skupić, żeby wiedzieć co robić.Kolejny trening to zumba i tutaj następne rozczarowanie. Być może ja już po prostu poczułam zmęczenie, ale dla mnie te zajęcia nie wywoływały aż tak pozytywnej energii jak to przy zumbie bywa.. Trening taneczny prowadziło dwóch panów, przy czym jednego dało się na śladować, a za drugim trudno było cokolwiek powtórzyć. Z tego co słyszałam, zazwyczaj te zajęcia były prowadzone przez kogoś innego i wtedy były dużo lepsze. Ale podejrzewam, że były osoby, którym to nie przeszkadzało i bawiły się na całego. Ja korzystając z okazji, załapałam się na autograf od Ewy :) Także coś za coś.
I na sam koniec, Wisienka na torcie - Tomek Choiński!! Po tych warsztatach stwierdzam, że jest on osobą, która nie czuje się za dobrze przed kamerą. Zawsze miałam wrażenie, że jest jakiś sztywny, sztuczny. Natomiast po wczorajszym dniu zmieniłam kompletnie zdanie! Super facet, z poczuciem humoru, ciepły, bardzo sympatyczny no i te mięśnie.. Nie trzeba chyba nic więcej mówić!
Muszę przyznać, że to właśnie jego trening podobał mi się najbardziej. Od początku taka ogromna moc i motywacja. Na prawdę chciało się dać z siebie więcej i więcej! Odpowiednia muzyka, no i w końcu jakieś ćwiczenia na macie.. Bo do tej pory targałam ją tylko po to żeby na niej posiedzieć czekając na Ewę. Po prostu Pan Tomasz i to co zrobił to mistrzostwo! Nie pogardziła bym takim trenerem :)
Na koniec przyszedł czas na zdjęcie z Ewą, do czego mam trochę mieszane uczucia. Na szczęście udało mi się dopchać na samym początku, zanim jeszcze padła mi bateria.
Każdy z uczestników dostał drobny upominek: dezodorant, opaski z adidasa, archiwalny numer SHAPE z płytą, którą już z resztą posiadam. Zastanawiam się tylko czy panowie, którzy pojawili się na zajęciach dostali takie same prezenty. No nie da się ukryć, że były one typowo nastawione na żeńską część uczestników.
Dziś tak jak się spodziewałam, czuję wczorajszy wycisk. Pośladki, plecy i ręce najbardziej dają się we znaki. Co więcej wydaje mi się, że jutro nie będę mogła się ruszyć. Ale uwielbiam ten ból!
Całe warsztaty na pewno będę miło wspominać i kto wie, może za rok wybiorę się po raz kolejny! :)
A może ktoś z was był też na takich warsztatach?
Jak wrażenia?
Trzymajcie się ciepło!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)











